środa, 25 maja 2011

Komentarz: toksyczne zachowania w domach dziecka

Polecam przeczytanie wstrząsającego wywiadu z pedagogiem z dwuletnim stażem pracy w domu dziecka. Ujawnia on prawdę o częstym niestety podejściu wychowawców do dzieci. Podobno popularną metodą „radzenia sobie” z wychowankami jest metoda zastraszania, musztrowania i stosowania przemocy psychicznej, a próby zmian stosowane są jako ataki osobiste i wywołują jeszcze większą wrogość. Pedagog ten wspomina także o prowadzeniu wojen między wychowawcami za pomocą ich podopiecznych, gdzie każde potknięcie wychowanka może być pretekstem do podważenia autorytetu, wiedzy i metod jego opiekuna. Presja ciąży też na dziecku, kiedy tyle osób czeka na jego błąd.

Toksyczne sytuacje takie jak ta opisywana w wywiadzie są szkodliwe w każdym możliwym wymiarze. Hamują zmiany na lepsze w placówkach, powodują wczesne wypalenie zawodowe u pedagogów, a przede wszystkim narażają dzieci na jeszcze więcej nieprzyjemności i stres. Na pewno istnieją domy dziecka, w których panuje zdrowa atmosfera, jednak nie można pomijać tak niepokojących sygnałów jak ten wychwycony przez Radio TokFM. Wychowankowie domów dziecka żyją w grupach, ich intymność jest ograniczona, muszą stosować się do wymagań placówki, a jednocześnie wypracować swoją własną strategię życia w nowym środowisku. Często zostają odebrani rodzinom ze względu na ich niezaradność, biedę lub problemy z przemocą czy uzależnieniem od alkoholu. 

Dlatego też wychowawcy, którzy zabierają poczucie bezpieczeństwa dzieciom, u których jest ono już i tak znacznie zaburzone, mogą mieć znaczący wpływ na wywoływanie różnego rodzaju zaburzeń psychicznych u swoich wychowanków.

poniedziałek, 23 maja 2011

Histeria kryzysowa


Wielu moich pacjentów, a także ich rodzin upatrywało i upatruje przyczyn zaburzeń psychicznych w czynnikach zewnętrznych: bezrobociu, niskich zarobkach, braku opieki socjalnej państwa, w kursie dolara czy nawet krachu na giełdzie. Natomiast w trakcie terapii niejednokrotnie okazywało się, że głównym czynnikiem nie jest bezrobocie ani trudna sytuacja ekonomiczna kraju. Jest nim kryzys relacji rodzinnych.  

Niezależnie od zjawisk ogólnych, każda rodzina jest komórką autonomiczną, która może poddać się niekorzystnym czynnikom zewnętrznym lub uniezależnić od nich wspólnym wysiłkiem. Do kryzysowych relacji może prowadzić brak pogłębionej wymiany myśli, odczuć i emocji. Wystarczy jedna osoba o pesymistycznym, depresyjnym nastroju żeby zaburzyć harmonię rodziny.

Zostałem kiedyś zapytany przez jednego z pacjentów o nagłą zmianę zachowania jego żony. Oboje wraz z córką od kilkunastu lat prowadzili mały, rodzinny biznes. Jednak wesele córki tego małżeństwa wywróciło ich życie do góry nogami – żona pacjenta zaczęła zachowywać się nieracjonalnie, przewidywać podupadłość biznesu spowodowaną kryzysem, popadnięcie w długi. Nie tylko znacznie pogorszyło się jej zachowanie wobec stałych klientów, ale także zaczęła cierpieć na migreny, bóle brzucha, zrobiła się ponura i drażliwa, co bardzo zaniepokoiło jej męża. 

Żona mojego pacjenta była pod wpływem silnego pobudzenia emocjonalnego nasilanego przez brak stabilności finansowej. Dobrym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest spokojna, rzeczowa rozmowa z członkami rodziny odnośnie ich planów i zapatrywań na przyszłość. Polecam także okazanie większej uwagi i zainteresowania partnerce – czułość i zrozumienie znacznie podnoszą poziom hormonów odpowiedzialnych za poczucie zadowolenia, a których partnerka może odczuwać niedobór. Czasami w podobnych przypadkach wystarczy zaproponować wyjazd na kilka dni i w spokoju omówić domowe sprawy.

czwartek, 19 maja 2011

Terapia ludzi starszych

Około 30 procent moich starszych pacjentów cierpi na uzależnienie od benzodiazepin –podstawowego składnika leku, który jest najczęściej stosowanym środkiem w leczeniu bezsenności i lęku. Powinien być używany jedynie w sytuacjach epizodycznych i odstawiony po kilku tygodniach. Jednak zarówno pacjenci, zadowoleni z efektów początkowego działania, jak i lekarze pierwszego kontaktu często lekceważą ostrzeżenia o uzależniającym wpływie benzodiazepin na organizm człowieka.

Środki te działają na centralny układ nerwowy (mózg i rdzeń kręgowy), początkowo zmniejszając napięcie mięśni i ułatwiając zasypianie. Maksymalny czas stosowania to 4-6 tygodni. Po tym okresie mogą nastąpić reakcje paradoksalne – przeciwne do oczekiwanych. Pojawia się niepokój, pobudzenie, drętwienie kończyn, zaburzenie pracy nerek i wątroby. Odstawianie leku powinno odbywać się stopniowo, pod ścisłą kontrolą lekarza. Gwałtowne przerwanie zażywania może doprowadzić do poważnych zaburzeń psychicznych.

wtorek, 17 maja 2011

Batonik jak kokaina

Często poruszam na blogu tematy takie jak zaburzenia odżywiania czy wpływ zdrowej i racjonalnej diety na organizm i samopoczucie. Tym bardziej zaciekawiło mnie badanie nad wpływem słodyczy na nasze reakcje opublikowane w "Archives of General Psychiatry".

Wykazało ono, że na sam widok łakoci u uczestniczek badania zauważono uaktywnienie się kory przedniej części zakrętu obręczy i przyśrodkowej kory oczodołowej, czyli rejonów mózgu, które aktywują się u osób uzależnionych na widok narkotyku.

Próba, na której przeprowadzono badanie nie była zbyt duża (eksperyment objął 48 kobiet), jednak pomimo tego, jest to ciekawa obserwacja, która być może w przyszłości ułatwi bardziej szczegółowe poznanie mechanizmów dotyczących uzależnienia od jedzenia. Pozwala ona także na zauważenie, jak trudne jest utrzymanie zdrowej diety i powstrzymanie się od kupna chociażby czekolady przy zalewie informacji reklamujących słodycze.



* Źródło: PAP

środa, 11 maja 2011

Zespół obsesyjno-kompulsyjny (ZOK)

Natrętne myśli i przymusowe czynności są charakterystyczną cechą zespołu obsesyjno-kompulsyjnego. Chory zdaje sobie sprawę z absurdalności wykonywanych rytuałów, próbuje się przed nimi powstrzymać, jednakże poziom lęku jaki wywołują np. natrętne myśli o brudnych rękach, wymusza powtarzanie męczących zabiegów. Wykonując niepotrzebne czynności, pacjent redukuje swój niepokój i napięcie, znajduje chwilowe ukojenie. Niestety, na krótko. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z cierpień osoby dotkniętej tą chorobą. Próbują ją pouczać i upominać, jakby to była kwestia dobrych manier. Tymczasem podłoże choroby tkwi przeważnie w uszkodzeniach ośrodkowego układu nerwowego, rzadziej w innych zakłóceniach procesów psychicznych, np. w depresji.